Castlevania to legendarna seria gier stworzona przez japońską firmę Konami, która została zapoczątkowana jeszcze na konsoli NES. Saga rodziny Bellmontów walczących z Drakulą straszyła swoim poziomem trudności kolejne pokolenia graczy, aż w końcu streamingowy gigant Netflix zaserwował graczom animowaną adaptację. 




Animacja stoi na bardzo wysokim poziomie, prezentując nam efektowne sceny walki i piękne ujęcia. Świat Castlevanii pomimo bycia mrocznym i ponurym zachwyca swoją groteską oraz dziwacznością, a szczególnie projektami potworów, które niejednokrotnie są obrzydliwe. Jednak najbardziej w oczy kłuje recykling lokacji, przez który wydaje się, że akcja stoi w miejscu pomimo ciągłego pospiesznego rozwiązywania wszystkich wątków.




Co do muzyki, niestety nie mogę się za dużo wypowiedzieć, bo poza motywem przewodnim i towarzyszącemu ostatniej "walce" tak naprawdę nic nie utknęło mi w pamięci. Na uwagę zasługuje polski dubbing, który moim zdaniem wypada świetnie i co najważniejsze nie jest ugrzeczniony. Bohaterowie rzucają odpowiednim mięsem na lewo i prawo. Dlatego też nie odczułem chęci zmiany języka na oryginalny, chociaż myślę, że to głównie zasługa pana Tomasza Borkowskiego, który jest dla mnie idealnym Belmontem.


Tak jak wcześniej wspomniałem, historia jest bardzo nierówna — raz prezentowana jest pospiesznie, a innym razem rozwleka się, aby w pewnym momencie scenarzyści po prostu urwali pewne wątki i nigdy o nich nie wspomnieli. Jest to tym bardziej odczuwalne, że motorem napędowym tego sezonu jest ponowne wskrzeszenie Drakuli, a to już widzieliśmy w poprzednim sezonie. Twórcy dość sprytnie przeplatają niektóre motywy i ostatnie odcinki potrafią trzymać w napięciu, ale początek był nudny.




Mam również problem z częścią postaci, które zdają się nie prowadzić dialogów, a monologi, aby widz łopatologicznie zrozumiał, jakie są ich motywacje i czemu postępują tak, a nie inaczej. Kiedy zdążyliśmy poznać bohaterów i w pozostałych sezonach znamy ich motywacje i cele, to nagle okazuje się, że każdy ma jakieś problemy egzystencjonalne i musi ogłaszać całemu światu, jak je zniszczy i co zrobi, by tego dokonać. Co ciekawe, o ile w przypadku takich postaci jak Carmilla strasznie mnie to irytowało, tak przy np. Alucardzie świetnie się to sprawdziło i sprawiło, że stał się moim ulubionym bohaterem całego serialu.  


PODSUMOWANIE 


Jakub Mrozowski: Z mojego tekstu może wynikać, że ostatni sezon Castlevanii zawodzi, nic jednak bardziej mylnego. Ta opowieść bardzo mi się podobała – wątki zostały domknięte, a zakończenie moim zdaniem jest satysfakcjonujące. Serial jest pełen pięknych i dynamicznych walk. Do tego każda postać dostaje swój czas, aby odpowiednio się zaprezentować i zabłysnąć. Szkoda, że to już koniec, ale jest to koniec godny, nieodwlekany. Polecam Castlevanie każdemu, nawet tym którym gier zupełnie nie znają.
MOJA OCENA 8/10


Marek Wierczyński: Twórcy Castlevanii od samego początku pokazują, jak powinno się robić animację na podstawie gier, tworząc tym samym kawał świetnego serialu, który trzyma poziom od początku do końca. 
Tempo prowadzenia 4 sezonu było jak dla mnie bardzo zachowawcze, nie było w nim gnania na przysłowiowe złamanie karku, czy też powolnej narracji, jaka jest znana w tasiemcach pokroju, chociażby Full Metal Alchemist. 
Tutaj twórcy mieli pomysł na przeprowadzenie fabuły od początku do końca i cały czas się go trzymali. Jedyne co tak naprawdę mi się w całym sezonie nie podobało to jego zakończenie, które jest niczym innym jak pozostawieniem sobie ewentualnej furtki do poprowadzenia historii dalej w przyszłości. 
Osobiście uważam jednak, że ostatnie kilka minut wieńczącego czwarty sezon odcinka, z punktu widzenia całej historii.były niepotrzebne. Mimo to ostatni sezon Castlevanii jest w większości tym, czego oczekiwałem.
MOJA OCENA 9/10


OCENA OGÓLNA 8.5/10