Dzień Dziecka to dzień, który teoretycznie jest dedykowany najmłodszym. Jednak z racji tego, że każdy z nas był kiedyś dzieckiem, to mimo wieku wciąż możemy obchodzić to święto.

Dlatego nasi redaktorzy postanowili zebrać dla was swoje wspomnienia i wymienić swoje ulubione gry z czasów dzieciństwa.

Grzegorz Cyga

1. Mortal Kombat II 

Jestem graczem od najwcześniejszych lat, a za chwilę będę miał na liczniku 26 przeżytych wiosen. Pierwszy kontakt z grami miałem po skończeniu 1 albo 2 roku życia. Oczywiście nie od razu Rzym zbudowano i swoją przygodę zaczynałem klasycznie od Pac-Mana, Tetrisa czy Duck Hunt. Chociaż spędziłem z tymi produkcjami mnóstwo czasu to grą, która najmocniej zapadła mi w pamięć (choć niektórzy mogliby powiedzieć, że nie powinna) był Mortal Kombat II.

W latach 90. XX wieku pierwszy Mortal Kombat uchodził za niesamowicie brutalny produkt, który nigdy nie powinien trafić do rąk dziecka, zwłaszcza kilkuletniego bąbla. Z czasem ten problem został rozwiązany i już w drugiej odsłonie dało się wpisać kod, który zamieniał czerwoną juchę na zieloną pleśń. Podejrzewam, że właśnie dlatego moi rodzice nie tylko nie mieli problemów z wytłumaczeniem mi, że to tylko fikcja, ale i grali ze mną, kiedy tylko mieli wolną chwilę, a ja do dziś mogę chwalić się znajomością niemal każdego ciosu dla Baraki. 



2. Tekken 3

Tekken 3 to dla mnie tytuł, który jest synonimem zwrotu “pierwsze PlayStation”. To nie tylko jedna z najlepszych bijatyk wszech czasów, ale także gra, z którą spędziłem tyle czasu, że poniekąd cieszę się, że wówczas nie było oprogramowania, które zliczałoby godziny spędzone z daną produkcją. Po Tekkena 3 sięgałem nawet po otrzymaniu PlayStation 2, chociażby dlatego, że piąta odsłona serii oferowała dostęp do pierwszych trzech części.

Z tego powodu do dziś pamiętam nie tylko ciosy czy muzykę, ale i filmiki końcowe dla każdej postaci, które oglądałem za każdym razem, kiedy nie miałem już siły na odblokowywanie kolejnych. A zwłaszcza dzięki endingowi Tigera Jacksona chciałem w przyszłości zostać królem disco.




Ta część miała wszystko, aby odnieść sukces — od przyswajalnego systemu walki, przez charakterystyczne postacie, czy w końcu mnogość trybów. Tym, który najbardziej zapamiętałem jest chyba Tekken Force 

Po pierwsze dlatego, że przenosił klasyczny gatunek beat’em up w 3D, a po drugie dlatego, że trzeba było go ukończyć kilkukrotnie, aby odblokować wszystkich wojowników, a nie było to proste i wielokrotnie próbowałem go przejść samodzielnie, aby odblokować kultowego Dr. Boskonovitcha.




Tekken 3 to nie tylko produkcja, dzięki której na dobre pokochałem bijatyki, ale także jedna z pierwszych gier na PlayStation, które pokazał mi tata. Oczywiście nie raz graliśmy razem, lecz spędzałem z Tekkenem tyle czasu, że w końcu doszło między nami do rywalizacji o to, czyja jest kolej na granie. Obecnie ten problem nie istnieje, ponieważ każdy z nas ma swój egzemplarz konsoli, ale wtedy kupno drugiego Szaraka nie było tak prostą i oczywistą sprawą.

3. Spider-Man 2: The Game (PS2) 

Spider-Man to jedna z tych postaci, z którą zapoznałem się w dzieciństwie i ta znajomość trwa do dziś. Natomiast Spider-Man 2: The Game w wersji na PlayStation 2 to prawdopodobnie pierwsza gra, którą chciałem uruchomić, chociażby na 20 minut tylko po to, by polatać na pajęczynie i walczyć z przestępcami i mi się to nie nudziło ani przez chwilę, bo tak dobrze zostały stworzone te systemy.




Jednak historia pokazała, że nie jestem odosobniony w odczuciach, ponieważ wersja gry na konsole PlayStation 2, pierwszego Xboksa i Gamecube’a  nie tylko do dziś uchodzi za jedną z najlepszych gier superbohaterskich w historii, ale i stanowiła dużą inspirację dla Insomniac Games, które w 2018 r. wydało na PlayStation 4 Marvel’s Spider-Man i pewnie dobrze wiecie, co było dalej.

Marek Wierczyński

1. Ultimate Mortal Kombat 3/ Mortal Kombat Trilogy 

Pierwszą styczność z serią miałem dzięki Mortal Kombat II na automatach w latach szkolnych (3 klasa podstawówki) i od razu się “zakochałem”. Potem ujrzałem na automatach Ultimate Mortal Kombat 3, które jest rozszerzoną wersja MK3 o dodatkowe postacie i na ten tytuł nie zliczę, ile pieniędzy wydałem na żetony. Po prostu potrafiłem spędzić cały dzień przy automatach zarówno jako “gracz” jak i widz, ucząc się Fatality/Combosów.



Gdy w końcu w domu pojawił się PC, jedną z pierwszych gier, jakie kupiłem na spółkę z bratem było Mortal Kombat Trilogy, w które po prostu wsiąkneliśmy na niejedną noc tocząc pojedynki: Scorpion vs Liu Kang, albo Sindel vs Kabal (nie no… wcale Kabal nie był Overpowered). I tak jestem z serią po dziś dzień.

2. StarCraft

StarCraft to pierwsza gra, którą kupiłem za “własne” pieniądze (czyt. odkładałem na niego z kieszonkowych). W strategii czasu rzeczywistego od studia Blizzard spędziłem ogromną ilość czasu, grając w różnych turniejach lokalnych tudzież tak zwanych Clan Wars / Clan Base. Po dziś dzień jest to dla mnie najlepsza seria gier strategicznych, w której fabuła single player jak również balans multiplayer jest na najwyższym poziomie (jak na tamten okres).




Dodatkowo jego remaster sprawił, że tytuł przeżywa swoja drugą młodość, jeśli chodzi o rozgrywki multiplayer. Oczywiście należy wspomnieć, że nie jest już to na takim samym poziomie, co na przełomie lat 90/00, oraz aktualnie mamy wciąż popularną drugą odsłonę, ale jest to jednak tytuł, dzięki któremu wkręciłem się w gatunek RTS, co trwa aż po dziś dzień.


3. Diablo

Kolejny tytuł Blizzarda, w który zagrywałem się po nocach. Gdy rodzice już spali, to mały Naix odpalał komputer i przemierzał kazamaty katedry. Wtedy też był wielki boom w Polsce na kafejki internetowe, gdzie zaglądało się za dnia, a wieczorem na zapisie przeniesionym za pomocą dyskietki przemierzało się coraz to niższe poziomy.




Oczywiście jak to mały kajtek – grałem wojownikiem i waliłem z miecza. Motyw przewodni Tristram do dziś sprawia, że przechodzą ciarki po całym ciele. Dlatego jest to jeden z moich ulubionych utworów.



Jakub Mrozowski

Kiedy nasz redakcyjny kolega zadał nam pytanie w celu stworzenia tego artykułu, bez problemu byłem w stanie wymienić kilka tytułów, w które zagrywałem się w młodości. Jednak postanowiłem pójść o krok dalej i nie tylko wybrać moje ulubione tytuły, a produkcje, które w jakiś sposób ukształtowały mnie jako gracza i tego, kim jestem.

1. RollerCoaster Tycoon

Seria zapoczątkowana przez Chrisa Sawyera — twórcę legendarnego Transport Tycoon. RollerCoaster był strategią ekonomiczną o budowaniu wirtualnego parku rozrywki. Szczególnie lubiłem tryb piaskownicy, gdzie dysponując nielimiltowaną ilością funduszy mogliśmy popuścić wodze fantazji i zbudować nasz wymarzony park rozrywki.




W tamtych czasach taki z prawdziwego zdarzenia najbliżej mnie był w Chorzowie i pamiętam, jak wielkim wydarzeniem była dla mnie pierwsza podróż. Myślę też, że ta produkcja mogła się przyczynić do mojej własnej fascynacji cyrkiem. Wracając jednak do gry, jedną z największych atrakcji RollerCoastera był rozbudowany, jak na tamte czasy, edytor tras, w którym mogliśmy stworzyć niemal każdą kolejkę.

Do dziś pamiętam jak po wybudowaniu własnej obserwowałem, jak tworzy się zator i byłem z siebie naprawdę dumny, bo każdy gość mojego parku chciał przejechać się właśnie moją kolejka. Moje uwielbienie dla tej serii jest tak wielkie, że gdy tylko pojawiła się wersja na telefony z Androidem i iOS wiedziałem, że muszę ją mieć.

2. Super Mario Bros

Czy ten tytuł trzeba przedstawiać? Najbardziej znany włoski hydraulik, stworzony przez Japończyków.




Z początku chciałem tutaj umieścić Raymana, bo to on przez długi czas był moim ulubionym bohaterem, ale jak to się mówi "nie można odebrać królowi co królewskie". A gdyby nie Mario, nie wiadomo, czy zobaczylibyśmy kiedykolwiek Raymana.

Tytuł przekazywał nam, aby nigdy się nie poddawać, ciągle szukając księżniczki, która jest w innym zamku, a wskakiwanie komuś na głowę może być bardzo bolesne. Wąsacz dalej święci triumfy, ale również nie zapomina o swoich korzeniach. Nintendo od lat wydaje nowe platformówki z Mario w roli głównej.

3. Pokemon Crystal

Co prawda, nie byłem już taki mały jak rozpocząłem swoją przygodę z pokemonami, miałem w końcu 10 lat, czyli tyle ile główny bohater Ash czy też Satoshi w oryginale, kiedy opuścił dom i wyruszył, aby zostać mistrzem Pokemon. Ja co prawda domu nie opuściłem, ale wychodzenie na zewnątrz z GameBoy'em, przycupnięcie gdzieś w krzakach w parku i granie w pokemony były dla mnie niesamowitym przeżyciem, jakbym się do tego świata przeniósł.




Nie mówiąc już o tym, że za punkt honoru wziąłem sobie, aby być lepszym od Asha, co osobiście celem było banalnym, bo był to chyba najgorszy trener pokemon w historii. Do dziś potrafię wymienić prawie wszystkie Pokemony z pierwszej generacji, a kolejne odsłony, pomimo że nie prezentują już takiego poziomu jak kiedyś, dalej bawią i obcując z nimi, wracam do lat swojej młodości.

Można powiedzieć, że od tej gry zaczęło się moje uwielbienie dla gatunku RPG, w końcu Baldur's Gate II też wyszło w 2000 roku, no i gdyby nie Pokemony to nigdy nie nadrobiłbym serii Final Fantasy, w tym moich ulubionych odsłon 7 oraz 9.