Początkowo Assasin’s Creed: Valhalla nie miał łatwego życia. Nie dość, że poprzednia część serii o podtytule Odyssey podzieliła fanów to jeszcze Ghost of Tsushima pokazało, jak sprawić, aby gra w otwartym świecie była nie tylko klimatyczna, ale i angażująca. Dlatego po pierwszej zapowiedzi pojawiły się głosy, że Ubisoft po raz kolejny będzie odcinał kupony.



Ostatecznie to nie ma znaczenia, ponieważ zainteresowanie tą grą było tak duże, że wydawca miał spore problemy ze swoją platformą. Ci, co zakupili swoją kopię, nie mogli jej pobrać, a nawet uruchomić, ponieważ nie pokazywała się w bibliotece.

Jednak gdy już się udało, to jako Eivor bierzemy odwet za śmierć ojca, a następnie wyruszyć do Anglii, by zapewnić świetlaną przyszłość rodzimemu klanowi Kruków. Owszem, z początku historia głównego bohatera nie wydaje się tak angażująca, jak perypetie Bayeka z Egiptu, ale sposób jej prowadzenia jest zdecydowanie, znacznie bliższy temu, co dostaliśmy w Assasin’s Creed: Origins niż w greckiej Odysei. 



Ponownie protagonista gry (któremu możemy wybrać płeć) jest charakterny. Co więcej, za sprawą wyborów w dialogach możemy do pewnego stopnia wpłynąć na to, jak będzie odbierany przez sojuszników.

Nasi pobratymcy to także mniej lub bardziej wyraziste osobowości, które niekoniecznie chcą napadać na nowe lądy, ale np. założyć rodzinę i dożyć spokojnie starszego wieku. Dzięki temu kolejne rozmowy między postaciami śledziłem z autentycznym zainteresowaniem — i to nie tylko dlatego, że mogą nawiązać romans.




Wyjątkiem jest tu jedynie współczesny wątek Layli Hassan. Oczywiście mam świadomość, że to tradycja marki, aby przenosić się między erami, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że historia kobiety była w ostatnich częściach wepchnięta na siłę. Na szczęście tu kończy się jej opowieść, przez co ta nijaka bohaterka pojawia się w grze raptem na parę chwil.

Istotniejszą rolę odgrywa bractwo Ukrytych i jego walka z zakonem Starożytnych, bo ten wątek otrzymał nawet osobną kategorię zadań, polegających na znalezieniu i wyeliminowaniu kolejnych członków. 




Jednak warstwa fabularna jest nie tylko interesująca i angażująca z powodu opowiedzianej historii, ale także dlatego, że dialogi mają wpływ na rozgrywkę, przez co niektóre misje są dostępne tylko po podjęciu odpowiednich decyzji, które mają też wpływ na zakończenie.




Nie jest to żadna tajemnica, że chociaż Ubisoft sięga po niecodzienne pomysły czy settingi, często powiela stworzone przez siebie schematy gameplayowe. Poniekąd tak jest i w tym przypadku, bo ponownie otrzymujemy wiele aktywności pobocznych jak pojedynek na pyskówki, picie czy gra w kości. Różnica polega na tym, że Assassin’s Creed: Valhalla nierzadko wplata je w opowieść, co podbudowuje klimat i budzi w nas chęć zaangażowania.




Również główne zadania zostały urozmaicone i dla przykładu w grze są misje eskortowe, które ku mojemu zaskoczeniu nie polegają tylko na prostym przetransportowaniu celu z punktu A do punktu B. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest to, że w ich trakcie odbywały się dość długie dyskusje, które wzbudziły moje skojarzenia z Red Dead Redemption 2.

Natomiast od strony czysto mechanicznej Assassin’s Creed: Valhalla trochę przypomina grę detektywistyczną, ponieważ zazwyczaj daje nam tylko ogólne wskazówki i każe szukać celu na własną rękę. Jednak odnalezienie i uratowanie współtowarzysza nie oznacza, że jest już po sprawie. 



Owszem, podczas gry często musiałem bronić go przed wrogiem, jednak NPC nie pozostał bierny i odwracał uwagę przeciwników, aby łatwiej było ich oflankować czy zajść od tyłu. Natomiast starszych fanów serii ucieszy obecność misji, w których musimy wtopić się w tłum, wykraść dany przedmiot i najlepiej uciec niezauważonym. Aczkolwiek deweloperzy nie narzucają jedynej, słusznej taktyki.




Co więcej, mamy całkiem sporą swobodę w wyborze trudności. W każdej chwili możemy nie tylko wpłynąć na agresywność i czujność sztucznej inteligencji, ale również zdecydować, czy znaczniki mają odkrywać się stopniowo, czy od razu. Dowolność także zastosowano w rozwoju zawartości ekwipunku i drzewka umiejętności, które jest niestety nieczytelne i nieintuicyjne.

Jeżeli jakaś nabyta zdolność nas nie satysfakcjonuje, możemy bez żadnego problemu z niej zrezygnować, resetując ją. Również nic nie stoi na przeszkodzie, aby ukończyć grę z podstawowym toporem. Jedynie możliwości towarzyszącego nam kruka nie możemy ulepszyć na tyle, aby zrzucał bomby na przeciwników jak jego poprzednicy i przydaje się tylko, gdy chcemy namierzyć cel.




Co ważniejsze, Assassin’s Creed: Valhalla nie zmusza do grindowania, więc bez problemu możecie skupić się tylko na głównej linii fabularnej, którą na normalnym poziomie trudności da się ją ukończyć w 30 godzin, a na niższych nawet w 20. Natomiast sięgając po fabularyzowane misje poboczne, czas wydłuży się przynajmniej dwukrotnie.

Gra jest wciągająca, więc po zarwaniu nocki nie będziecie żałować ani jednej przegranej minuty. Szkoda tylko, że twórcy obiecali krótszą produkcję od Assasin’s Creed: Odyssey, a potem zaczęli się z tego wycofywać.




Muszę jednak przyznać, że systemy walki i skradania, choć dają sporo frajdy, nie są tak rozbudowane, jak w podobnym Ghost of Tsushima. Co prawda mamy trzy style broni (jednoręczna z tarczą, dwuręczna oraz dwie różne, czyli tzw. dualwielding), ale brak możliwości dzierżenia różnych gadżetów i podatne na problemy, czy nieco ociężałe poruszanie się postacią sprawiają, że otwarte starcia bywają chaotyczne. Dlatego krótko mówiąc, to te same rozwiązania, które są obecne w serii od czasu Assassin’s Creed: Origins, tylko lekko podrasowane.

Niemniej jednak dużo przyjemności daje branie udział w najazdach. Poniekąd można je uznać za powielenie podboju z Odyssey, tyle że w Valhalli jest to bardziej rozbudowana aktywność. Otóż wraz z kompanami (z których da się skorzystać także przy tradycyjnych walkach) ponownie możemy przejmować tereny należące do wroga. Z tym że teraz oprócz podpalenia okolicy czy wozów z towarem musimy sforsować bramę klasztoru, czy garnizonu, przedrzeć się przez oddział żołnierzy, a nawet ograbić ich z cennych dóbr.




Pozyskiwanie materiałów jest bardzo istotnym elementem gry, ponieważ pomaga rozwijać własną osadę. Chociaż jest to opcjonalny dodatek, nie sprawia wrażenia zbędnego. Rozwijając lokum dla Eivora i jego towarzyszy zyskujemy nie tylko miejsce, gdzie możemy zutylizować zebrane przedmioty, ale także ulepszać u kowala poszczególne elementy naszego wyposażenia czy zawierać sojusze, dzięki którym pozyskamy kolejne zadania na nowych terenach.




Moim zdaniem warstwa graficzna prezentuje się w Assassin's Creed: Valhalla znacznie lepiej niż Watch Dogs Legion, który trafił do sprzedaży kilka tygodni wcześniej. Nie jest to jeszcze nextgenowa jakość, ale wielokrotnie stawałem, aby podziwiać malownicze krajobrazy. Jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie ilość krwi i odrywanych kończyn — twórcy nie stosują półśrodków i zdecydowanie nie jest to gra, którą moglibyście pokazać dzieciom lub wrażliwym osobom.




Z kolei ścieżka dźwiękowa od Jespera Kyda nie tylko świetnie buduje napięcie, ale i najzwyczajniej w świecie wpada w ucho.



Niestety, najnowsze dzieło Ubisoft Montreal nie zostało należycie dopracowane pod kątem technicznym i na każdej z dostępnych platform posiada mniejsze lub większe problemy.

Z racji tego, że we wstępie wspomniałem o tym, co się działo w dniu premiery, ostatecznie zdecydowałem się ograć ją na konsolach PlayStation 4 i PlayStation 5. Tym bardziej że różnice między nimi są wyraźne, także pod kątem wizualnym.




Oprócz tego, że na jednej konsoli gra działa w 60 klatkach przy rozdzielczości 4K, a na drugiej w 1080p i 30 FPS-ach, na nowym sprzęcie tytuł znacznie częściej utrzymuje płynność niż na starszym odpowiedniku i szybciej się ładuje. Nawet patrząc na produkcję pod kątem błędów i gliczy, częściej miałem z nimi styczność na siedmioletniej platformie.

Jednakże muszę przyznać, że najczęściej były to rzeczy pokroju konia, którego model utknął w kamieniu tudzież przenikające przez betonowe ściany światło. Tak naprawdę tylko raz podczas gry na PS5, musiałem wczytać zapis ponownie, ponieważ mój Eivor zastygł w pozycji klęczącej i nie reagował na moje polecenia.



Podsumowując, Assassin’s Creed Valhalla to produkcja, która mnie pozytywnie zaskoczyła, mimo tego, że ma swoje bolączki. Jednak ufam, że wkrótce twórcy pozbędą się większości błędów i każdemu, kto zaopatrzy się w ten tytuł, będzie dane cieszyć się z najlepszego Assassin’s Creeda ostatnich lat.

Moja ocena — 8/10