Nigdy nie byłem wielkim fanem serii DOOM, grałem w każdą odsłonę, jednak nie darzyłem tej gry takim kultem jak wiele innych osób w moim wieku. Odsłonę z 2016 roku nadrobiłem dopiero w tym roku, dlatego nie czekałem również na kontynuacje nazwaną DOOM Eternal. Dodatkowo miałem kaprys, aby zapoznać się z tą grą na konsoli Nintendo Switch.


Na początek zajmijmy się warstwą audiowizualna i ogólnym działaniem produkcji. Studio zajmujące się portem, czyli Panic Button! Ponownie pokazało, że na Switchu znają się jak mało kto, tytuł wyświetlany jest w dynamicznej rozdzielczości i 30 klatkach na sekundę i być może wydaje się to śmieszne, jeśli porównamy do tego jak produkcja prezentuje się na PC czy mocniejszych konsolach, ale pamiętajmy, że mówimy o urządzeniu przenośnym, które w swojej podstawie jest tak naprawdę tabletem.




Grafika czasami się rozmywa, a postaci straszą niską szczegółowością, jednak w ferworze walki, tak naprawdę nie zwracamy na to uwagi, tym bardziej że nie wszystkie elementy zostały tutaj wycięte. Wciąż tak jak na dużych konsolach, przeciwnikom odrywają się od ciała kawałki skóry, a elementy ich uzbrojenia wybuchają po celnym strzale. Ogrywanie Dooma w podróży to ogromna przyjemność i nawet wspomniana wcześniej płynność nie psuje zabawy w dziejącej się na ekranie rzezi i latających kończyn. Mick Gordon, który odpowiadał za muzykę spisał się na medal prezentując zbiór świetnych utworów. Już sama motyw w menu głównym pokazuje, z jakim tytułem mamy do czynienia, do naszych uszu będą docierać ostre dźwięki gitar i perkusji odpowiednio pompując krew w naszych żyłach. Myślę, że osoby, które nie przepadają za taką muzyką docenią to jak dobrze tutaj pasuje. Heavy metal zawsze kojarzył się z pomiotami piekielnymi.




Skoro wyjaśniliśmy kwestie, że tytuł działa i jak na standardy Switcha prezentuje się znakomicie. Jak jest z rozgrywką? Twórcy trochę pokombinowali, u podstaw to dalej bardzo staro szkolna strzelanka z perspektywy pierwszej osoby, w której w brutalny i bezkompromisowy sposób wybijamy hordy diabelskich pomiotów za pomocą wachlarza broni, które bohater trzyma w tyłku. Dodatkowo rozgrywkę wzbogacono o sekwencje platformowe i wiem, że wiele osób może na nie narzekać, ponieważ bywają frustrujące, dla mnie były jednak świetnym dodatkiem pomiędzy kolejnymi starciami na arenach.


Wachlarz dostępnych broni jest ogromny, a każda ma przynajmniej jeden alternatywny tryb wystrzału, a cały arsenał dodatkowo można ulepszać. Powracają znane z poprzednich odsłon zabójstwa chwały, przerysowane do granic możliwości. Cieszy również osłabienie super shotguna, w odsłonie z 2016 roku była to broń tak przesadzona, że od pewnego etapu gry używało się tylko jej, w nowej odsłonie częściej korzystamy z innych rodzajów uzbrojenia.




Kultowa piła mechaniczna, teraz jest przypisana do osobnego przycisku i gdy tylko posiadamy paliwo możemy bez problemu rozczłonkować przeciwnika, aby uzyskać nieco amunicji. Pomyślano również o pancerzu, teraz możemy zdobyć go z przeciwników. Nasz Doom Slayer posiada na ramieniu specjalny miotacz, który raniąc przeciwników wyrzuca punkty pancerza, które możemy podnieść.


W ten sposób cały cykl pozyskiwania zasobów z przeciwników został uzupełniony, przez co starcia w tej odsłonie są jeszcze bardziej intensywne. Traktując przeciwników jako nasze główne źródło zasobów amunicji czy zdrowia jesteśmy wręcz zmuszeni do agresywnego atakowania i bycia w ciągłej ofensywie. Gdyby tego było mało, nasz bohater może teraz wykonywać ślizgi, które możemy wykonać aby uniknąć ataku jak i doskoczyć dzięki nim do przeciwnika. Na mapie znajdują się teraz specjalne punkty życia, które w razie śmierci od razu przywrócą nas do życia, dopiero po ich stracie jesteśmy cofani do ostatniego punktu kontrolnego.




Nie tylko broń można ulepszać, nasz bohater podczas swej krwawej krucjaty również zdobędzie specjalne umiejętności czy wzmocnienia w postaci większej ilości życia, pancerza czy sztuk amunicji do broni. Wszystko to zdobywamy w jedyny słuszny dla tej produkcji sposób, walcząc. Ogólnie wydaje mi się, że poziomy są dużo lepiej zaprojektowane niż w poprzedniej odsłonie, lokacje zachęcają do eksplorowania w celu odnalezienia ukrytych sekretów czy elementów kosmetycznych. Gracz do swojej dyspozycji dostał również unikalny HUB nazwany Fortress of DOOM, który jest bazą wypadową pomiędzy kolejnymi misjami, jest to też mała laurka, którą docenią prawdziwi fani tej marki.




Fabuła w tej grze nigdy nie była jakoś szczególnie istotna. Tym razem miejscem naszych działań będzie Ziemia, której 60% zostało przejęte przez demony, nasze zadanie to zlikwidowanie piekielnych kapłanów i zrobienie porządku. Przerywniki filmowe wyglądają świetnie i nie raz obserwujemy je z perspektywy widza, jednak dla niecierpliwych jest opcja ich pominięcia, a i ekrany wczytywania nie są długie i pozwalają bardzo szybko wrócić nam na pole walki.


To, co uznaje za minus, to kolejny raz brak polskiej wersji językowej. Jest to o tyle dziwne, bo nasz rodzimy język wydaje się w wersji na Switcha występować, ponieważ na ekranie startowym pojawia się informacja ostrzegająca o rozbłyskach. Niestety Switch nie obsługuje języka polskiego, a w grze nie ma opcji samodzielnego ustawienia, w jakiej wersji językowej chcemy grać, szkoda.




Wersja na Switcha również posiada swoją ekskluzywną zawartość w postaci sterowania żyroskopem, warto ją sprawdzić, bo przydaje się podczas gry i świetnie współpracuje z analogiem, przez co sterowanie za pomocą pada to bardzo przyjemne doświadczenie.


PODSUMOWANIE


Doom Eternal to świetna, staro szkolna strzelanka, dostarczyła mi masę radości i frajdy. Urzekła mnie swoim gęstym klimatem i krwawą jatką. Podczas gry, uśmiech nie schodził mi z twarzy co trochę niepokoiło moją żonę. Czy warto ograć Doom Eternal? Jak najbardziej. Czy warto zainteresować się wersją na Nintendo Switch? Oczywiście, że tak, to jest pełnoprawny Doom Eternal, tylko w formie przenośnej. Studio Panic Button! Ponownie pokazali, że są mistrzami optymalizacji i potrafią zrobić port wszystkiego. Ja pewnie jeszcze chętnie powrócę do kopania po tyłku diabelskich pomiotów jadąc w pociągu czy busie.


MOJA OCENA 9.5/10