Kajko i Kokosz - recenzja, czyli ad vocem do pierwszych wrażeń


Niedawno podzieliłem się wrażeniami po przedpremierowym pokazie serialu Kajko i Kokosz. Emocje zdążyły już opaść, a 5 pierwszych odcinków kreskówki oficjalnie zadebiutowało na platformie Netflix i można na spokojnie ocenić czy warto było czekać na serial od EGOFilm, który na ten moment dostępny jest jedynie dla polskich widzów.




Serial o Kajko i Kokoszu od dawna był w sferze marzeń Janusza Christy, na co wskazuje fakt istnienia oficjalnych wzorników, które z pewnością przydały się następcom tworzącym kolejne komiksy ze słowiańskimi wojami z Mirmiłowa.

Dzięki zgodzie wnuczki autora Pauliny Christy, studia EGOFilm i Grupa Słoneczko (GS Animation) po blisko 50 latach od premiery oryginału, mogły zrealizować marzenie twórcy i wielu fanów. 

Chociaż jest to produkcja stworzona współcześnie, wiele wskazuje na to, że powinna była ujrzeć światło dzienne przynajmniej 20 lat temu, kiedy to w telewizji wciąż nadawane były wieczorynki i to nie tylko z tego względu, że współcześnie młodzi odbiorcy prawie nie znają bohaterów stworzonych przez Janusza Christę. 




Czy po 5 odcinkach pierwszego sezonu pokochacie Kajka i Kokosza?


Serialowy Kajko i Kokosz niczym bajki z dawnych lat dysponuje krótkimi odcinkami trwającymi 13 minut, co oznacza, że widz będzie potrzebował 65 minut, aby obejrzeć wszystkie dostępne teraz epizody.

To naprawdę niedużo nawet dla fanów binge-watchingu, bo chwilę po tym jak się rozsiądą, będzie już po seansie. Owszem, z jednej strony prezentowane historyjki są dynamiczne i zabawne, ale z drugiej pojawia się uczucie ogromnego niedosytu.

Niestety, potwierdziły się także moje obawy, o których wspomniałem w poprzednim tekście. Każdy kolejny odcinek to zaczerpnięcie zaledwie jednego wątku z oryginału i przedstawienie go w jak najbardziej skompresowanej formie. Nie ma tu miejsca i czasu na rozbudowę świata przedstawionego, rozwinięcie postaci czy dokładniejsze zarysowanie warstwy fabularnej.




Przypuszczam, że scenarzyści założyli, że prawdziwi fani doskonale znają Kajka i Kokosza, więc nie potrzebują dodatkowego streszczenia. Z drugiej strony mamy 2021 rok i serial mogą oglądać osoby, które nigdy wcześniej nie miały do czynienia z oryginałem, jak dzieci i młodzież w wieku szkolnym.

Dobrym pomysłem było spójne przedstawienie jednego wątku i sprawne przejście do konkretów, a także uwspółcześnienie niektórych dialogów (np. zmiana hasła do maczugi Łamignata) oraz pozbycie się żartów sytuacyjnych, których nie zrozumiałby współczesny widz. 




Jednak nowej grupie odbiorców nie tylko będzie trudniej zaangażować się w historię, ale i zrozumieć co i z czego wynika, o ile nie uzupełni się wiedzy oryginalnymi komiksami.

Z tego powodu uważam, że dużo lepszym rozwiązaniem byłoby nie tyle wydłużenie odcinków (choć ten serial aż się o to prosi), co rozwinięcie istniejących już wątków i kontynuowanie ich w następnych epizodach.

Tak się jednak nie dzieje, co skutkuje tym, że miejscami mamy wrażenie, jakby czegoś brakowało, a do czasu premiery drugiej partii odcinków z całą pewnością zapomnimy o tym, co się wydarzyło do tej pory. No, chyba że będziemy regularnie powtarzać seans, aby wyłapać jak najwięcej smaczków i szczegółów.

Tym bardziej że animacja jest bardzo wierna komiksowi, więc "smaczków" jest dużo. Czytelnicy oryginalnych zeszytów, nie tylko bez trudu rozpoznają postacie i miejsca, ale także wypowiadane kwestie, ponieważ serial zapożycza z pierwowzoru nie tylko oprawę wizualną i pomysły na fabułę, ale także całe dialogi.




Domyślam się, że zamysłem twórców było to, aby serial zachęcał do zapoznania się z nowymi, jak i starymi komiksami. Jednak nie każdy jest fanem tego medium i moim zdaniem, aby widownia polubiła i zapamiętała bohaterów, kolejne odcinki powinny zostać udostępnione szybciej niż w drugiej połowie roku. 

Mam także nadzieję, że wówczas zostanie poprawiona warstwa dźwiękowa serialu, bo o ile ścieżka dźwiękowa stworzona przez Stefana Wesołowskiego nadaje produkcji EGOFilm swojski, słowiański klimat, o tyle mastering i montaż pozostawia trochę do życzenia.

Zazwyczaj muzyka pojawia się na kilka sekund, lecz nie brakuje bardziej podniosłych scen, w których pełni ona istotną funkcję przez dłuższą chwilę. Niestety, kiedy w tym momencie postacie postanowią skomentować zaistniałą sytuację albo krzykiem poprosić o pomoc, to nie jesteśmy w stanie tego usłyszeć, a gdy muzyka nie gra to da się zauważyć, że dialogi są wyraźnie ciszej nagrane, przez co niekiedy może być problem z ich zrozumieniem.


Podsumowanie


Podsumowując — uważam, że Kajko i Kokosz doczekali się niezłej adaptacji, która nie jest pozbawiona wad. Nie wątpię, że obejrzenie tej kreskówki dostarczy zarówno młodej widowni, jak i tej starszej trochę dobrej zabawy. Obawiam się jedynie, że nie skłoni ona każdego do sięgnięcia po komiksy i wielu widzów może potraktować Kajka i Kokosza jako wypełniacz czasu, o którym za pół roku, czyli w momencie premiery drugiej części pierwszego sezonu, nie będą pamiętać. 

Jednak patrząc na to, że Kajko i Kokosz jest aktualnie w dziesiątce najchętniej oglądalnych produkcji na Netfliksie, mam nadzieję, że doczekamy się nie tylko kolejnych, dłuższych sezonów, ale i pełnometrażowej ekranizacji.


Moja ocena - 7/10